MORSKIE OPOWIEŚCI cz.5 - Hej, me Bałtyckie Morze...


30 września 2016

Śniadanie!!! To jest 1/10 z tego, co zjadłam...

Breakfast!!! It is only part of this what I ate...


Opuszczam pokój...

I left the room...


...i jadę na..plażę!!!

...and I went to the beach!!!



Jechałam totalnie plażą, centralnie przy morzu,...

I was cycling excactly next to the sea,...


...muskana przez fale..

...being touched by the waves...



...i...

...and...

...bang! - zamoczyły mi się sakwy, legginsy i...buty, więc je zmieniałam na odpowiedniejsze obuwie do tego typu jazdy, czyli plażowego bikingu...W końcu zrozumiałam, po co wzięłam klapki (bo trochę nad tym się zastanawiałam w poprzednich dniach...czy może po to, żeby je niepotrzebnie wozić..?). Jechałam tak spory odcinek (...pewnie niszcząc mój nowiutki napęd...i zbierając piasek w oponie...). Było super przyjemnie! Niezapomniany biking! Szczerze polecam! Potem się wywaliłam (bo nie jest to łatwe podłoże do jazdy zwłaszcza z sakwami), przechodzący ludzie patrzyli, czy wszystko ok ze mną...Tym bardziej, że upaprałam się tym piaskiem, więc gdy wstałam to pobiegłam do morza spłukać to z siebie (chyba dziwnie wyglądała ta akcja...myśleli chyba, że jakaś wariatka...i że może topić się chcę...). Potem stwierdziłam, że może lepiej już przeniosę się na "normalną" ścieżkę. 

...bang! - my luggage, leggins and..shoes are wet so I changed it. Finally, I understood what for I had flip-flops in my luggage (perfect shoes for beach biking...). I cycled like this a bit. I wasn't sure if my new parts of the bike were not being destroyed by water, sand...However it was great! I reccommend something like this to everybody! But later I felt down (it is not so easy to ride the bike when the ground it is sand), people looked at me like I am crazy, so I thought that maybe I should change the road...


Sakwy mi się troszkę ubrudziły...Licznik zawilgotniał,...

Oh...my luggage is a bit dirty...Speedo is wet,...


...ale jadę dalej taka brudna przez cudny las.

...but I am keepin' goin' through this wonderful forest.



Było mi tak dobrze w tych klapkach, że nie włożyłam adidasów...Momentami mknęłam przez ten las prawie 30km/h w takim nierowerowym na maxa obuwiu z sakwami...(takimi brudnymi...). Trochę się zamotałam i zrobiłam piękne kółeczko lądując ponownie w tym miejscu. No nic...zwiedziłam sobie trochę nadmorski las...

Riding the bike in flops-flops was so...comfortabale, that I didn't change it. Anyway, I cycled rather good speed... I confused a bit so I was again in the same place...ech...


Dobrze, że są znaki...Już się nie zapętlę...

Good that there are signs...I will not confuse the road...


...jadąc przez las w klapeczkach...

...when I'm cyclin' in my flip-flops...

 

Powitała mnie wieś, która do Polski została włączona do Polski w 1945 roku.

Welcome to Białogóra.


Wieś objęta jest Nadmorskim Obszarem Chronionego Krajobrazu.

Part of Protected Landscape.






Jejku...Konie z tej stadniny tak biegły przez ten las...Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Ech...Odkąd byłam malutką dziewczynką lubiłam patrzeć na galopujące konie. Kojarzyło mi się to z...wolnością...Choć te, które miałam przed sobą biegły do stadniny to i tak skojarzenia miałam takie, jakie wyniosłam z dzieciństwa. Jeden z najpiękniejszych widoków na świecie - pędzący koń z rozwianą grzywą...

These horses were running before me. I had no time to take the photo but it was beautiful view, which I love very much. When I was a little kid I loved watching horses. When I see these animals one word comes to my mind - freedom...


Wszystko pozamykane...Nie to samo wybrzeże, co w czasie wakacji. Osobiście cieszę się niezmiernie, że tę trasę przejechałam po turystycznym sezonie. Choć bywały pewne niedogodności wynikające z tego faktu, to podobała mi się ta swoista dzikość (niemal puste plaże, czasami totalnie, brak tej cepelii polegającej na dziwnych pamiątkach i wciskaniu wszystkiego - aczkolwiek, ja tego nie krytykuje, tylko miałam po prostu ochotę na naturę i myślę, że dość mocno jej doświadczyłam). Polecam wrzesień na taką wyprawę!

Everything was closed. It is not this seaside which you can observe during holidays (there was no tourists - almost empty beaches), no cepelia. I do not critise this, but I am really happy that I could excperience nature. Semptember is perfect month for a such trip.




Niedogodności to brak bazy noclegowej...i jadłodajni, jak ja głodna...Akurat byłam, a nawet Gruby zamknął swoją kebabownię i burgerownię...

But there were some difficulties connected with the fact that is no touristic season. First of all, I had problem with accomodation. The second, I couldn't eat when I was hungry. Even Gruby (Fat) closed his restaurant...I couldn't buy kebab or burger...


Kupiłam jedzonko w sklepie i pojechałam na plażę.

I bought a food in market and went on the beach to eat it.


La la la la la....



Bikerski posiłek...Izotonik i...żelki (bo mają żelatynę, a ona dobra na kolana...). Wiem, że trochę to wszystko chemiczne...Ale...Btw, oczywiście jedzonka było dużo, dużo więcej.

Biker's dinner...isotinic drink and jelly beans (there is gelatine inside which is good for knees...). I know that is chemical...But...Btw, of course I ate much more food.


Opuszczam plażę w Dębkach...

I left Dębki beach...


...i mknę przez Rezerwat Przyrody Widowo.

...and I am riding my bike through Nature Reserve Widowo.


...a potem przez takie miejscowości...

...and later through such villages...

...by obejrzeć przepiękny zachód słońca na plaży w Jastrzębiej Górze.

...to see amazing sunset on the beach in Jastrzebia Góra.



Trza jechać dalej...ale...

I had to go but...
.

...zerknę jeszcze na tę plażę...

I wanted to see one more beach...


Niestety latarni morskiej na Przylądku Rozewie nie widziałam...

Unfortunatly, I did not see lighthouse in Rozewie...


I kolejny piknik na plaży...Tym razem wieczorową porą...Nie mogłam się powstrzymać...

Once again - meal on the beach...


Mogłam pędzić na pociąg do Gdyni, który odjeżdżał o godzinie 23, ale...ja jeszcze nie chce zakańczać tego tripu!

I could ride very fast to catch the train in Gdynia at 23 pm but...I did not want to finish the trip...not yet... 


Jak widać, znajduje się tu Międzynarodowa Trasa Rowerowa przez dziewięć krajów. W czterech z nich nie byłam nigdy...

International Bicycle Path leading through nine countries. In four of these countries I haven't been yet...


Chcąc, by nadmorski trip trwał jeszcze chwilkę pojechałam sobie na molo w Pucku i tam posiedziałam dość długo (sprawdzając alternatywne połączenia oraz wdychając jod, delektując się morzem..). Aż w końcu zrobiło mi się zimno. Brrrr...

I wanted that this trip lasts so I went to the molo in Puck and I was sitting there a bit (searching good connections by train to my home, and inhaling jodine) and I started to felt cold at least.


Ruszyłam. Od Pucka trasę znam. Gdy w 2014 roku jechałam z Krakowa na Hel to zachwycałam się nią. Teraz trochę pokręciłam...Nie moja wina...Było tak ciemno...Jechało mi się dobrze, ale w pewnym momencie ląduje w ciemnościach w miejscu, gdzie nie ma nic...Zawróciłam, ale nawigacja prowadzi w te ciemności...Jadę, ale...o nie! - problem z łańcuchem...Nie chciał ani drgnąć (piach...). Naprawiłam i przemknęłam szybuciutko przez las. Dalej była całkiem przyjemna droga. Tylko zrobiłam się strasznie śpiąca...W Rumii (nie ma znaku wjazdowego) miałam lekki zjazd na stacji benzynowej...Byłam lekko klapnięta...Ale cóż,  trzeba jechać dalej, do Gdyni.

I started to ride. I know the route from Puck. When I was cylcing from Krakow to Hel I was amazed by this road next to the sea. During this trip I confused the route a bit...But it was so dark...I felt great but I found myself in place where was nothing. I came back but navigation leaded me there...So I was cylicng in this darkness. But..- oh no! I had problem with my bike chain (because of the sand). Ufff...I repaired it and rode through forest very fast. Further, there was very pleasant road but I started to feel a bit sleepy...But I had to go to Gdynia.


O! Gdynia była zaraz!

Oh! There is this city already!


Uśmiechnęłam się i z tym uśmiechem na twarzy pędziłam na moim rowerze przez miasto. Odzyskałam energię. Było znów dobrze.

On the sign there is wriitten: smile you are in gdynia. So I did it and I felt really happy riding through Gdynia. It was ok. I had my energy again.


Do portu gdyńskiego nie zawitałam, ale ja go kiedyś zwiedzałam na moim rowerze. Wpadłam natomiast na moje ulubione molo w Orłowie (część miasta). O! jak było cudnie!!! Tak pusto. W oddali majaczyło pięknie oświetlone sopockie molo. Ja tak sobie tam siedziałam i było mi tak dobrze (choć trochę zimno...właściwie to ja chciałam się jeszcze wykąpać w morzu, ale przez tę temperaturę nocna kąpiel się nie odbyła).

My favourite molo in Orlowo. It was so empty - great! I could see molo in Sopot (the most known in Poland).


Tak z oddali prezentuje się w nocy orłowskie molo. Czyż nie bajecznie?

Isn't it amazing view?


Sopot jest rzut beretem od Orłowa. W nocy na molo można wjechać na rowerze (za darmo!).

Sopot is very close to Orlowo. I could go by my bike on molo (without payment!).


Tak się zasiedziałam w Pucku, Orłowie, że do Gdańska bym nie zdążyła dojechać, więc ruszyłam na stację kolejową w Sopocie (z tripu Kraków - Hel też wracałam pociągiem z tego właśnie miasta...niech tradycji stanie się zadość!). Jechałam przez miasto, jak kosmita...Wszyscy tacy piękni, imprezowi, a ja...? No cóż...

I spent too much time in Puck, Orlowo, so I had no time to go to Gdansk. In this case, I went to the train stataion in Sopot. City was full of people going to party and I was looking...yyy...not too fancy...


Miałam opcję z przesiadką wprost do Krakowa. Tylko przesiadka 6-minutowa bodajże...pani mówi, że nie wiem, czy zdążę...Myślę, iż bez roweru spokojnie bym zdążyła wyskoczyć i przebiec, ale z rowerem nie byłam tego pewna...Poza tym jeszcze zaśpię, bo trochę mi się chciało spać, więc kupiłam bilet na pociąg bezpośredni do Katowic. Mogę spać całą drogę!

I bought ticket to Katowice (80 kms from my city) coz it was without any connection - I couls sleep whole trip!


Wyciągnęłam sobie śpiworek i poszłam spać. Bardzo średnio mi się spało na tych siedzeniach - jestem dość długa...W każdym bądź razie śpię sobie, a nagle ktoś mnie budzi. Widzę nad sobą przystojnego pana konduktora, który mi mówi, ze sprawdził bilety i żebym wypoczywała dalej...To po co mnie budził...? I skąd wziął te moje bilety..? To są dla mnie niewyjaśnione do dziś tajemnice nadmorskiego tripu...Btw, pan był taki przystojny, a ja taka dopiero co wybudzona, a właściwie moze jeszcze śpiąca, nie byłam w stanie mówić...Okropne uczucie, kiedy chce się rozgadać, zagadać a jest to takie trudne (naprawdę mówienie sprawiało mi trudność...pomijam fakt, że sobie myślę, "no jak ja wyglądam"...)...Potem, jak się ogarnęłam trochę pogadaliśmy. Pan też ma Cube'a! Pyta, czy często tak sobie jeżdżę, ja no w sumie tak. Rozwijam trochę temat, że w tym roku przejechałam 15 krajów i tym razem pan zaniemówił...1:1...

In the train I took off my sleeping bag and slept. That chairs was not too comfortable (I'm tall person). I was sleeping but somebody woke me up. That was very handsome ticket inspector. He woke me up to say that he checked my ticket andI should still rest...I'm wondering what for he woke me up if he had my tickets..? And this the second question: how he got my tickets..? There are still secrets for me...Btw, this handsome guy talked to me but...I had some diffiulties to talk to him...ech...It was awful, I wanted to talk but it was a bit hard for me (maybe I was still sleeping..?)...Later I woke up for real so we started talk. He has Cube as well! He asked me if I travel like this very often I said that rather yes, in this year I visited 15 countries. He could not talk...So it like draw (1:1)...


Siedzę sobie i patrzę i...łydka mi chyba urosła...A ja nie jestem wytapiaczem łydy...Ale trochę jeżdżę więc...cudów nie ma...Oby nie za bardzo...Ale mi chyba to nie grozi mimo wszystko. 10 tysięcy kilometrów rocznie to nie jest aż tak dużo, żeby się "umięśnić zbytnio", raczej idealnie, żeby być po prostu fit.

Oh my muscle has became bigger...


W Katowicach poszłam jeszcze na..zakupy i śniadanie (...o 14...). Miałam jechać kolejnym pociągiem, ale stwierdziłam, że zdążę na wcześniejszy, więc pobegłam na dworzec.

In Katowice I went for shopping and breakfast (at 2 pm..). 


Koniec tipu był fatalnyyyy!!! Głupia ja! Stwierdziłam, że wysiądę przed Dworcem Głównym, żeby mieć bliżej do domu. Pociąg zatrzymał się, byłam nieprzygotowana do opuszczenia wagonu, ale ogarnęłam się szybko i zaczęłam wysiadać. Ja zdążyłam, ale rower nie...Pciąg rusza...O ku.wa! Jakiś chłopak podskoczył do drzwi, próbuje otwierać te drzwi. Nic...Pociąg jedzie...Ja go wciąż trzymam i idę (jeszcze nie biegłam...). Na szczęście konduktor zobaczył co jest grane. Zatrzymał pociąg i przyszedł ratować mój rower mówiąc, że dobrze, że zauważył. No bardzo dobrze! W końcu musiałabym puścić rower, w momencie gdy pociąg nabrałby większej prędkości. Mówię do konduktora, że nie zdążyłam wysiąść, że to nie jest jakaś walizeczka ten mój rower z sakwami...Że zniszczyli mi napęd...Pan sprawdza: "Co zniszczyłem..?" Faktycznie nic (ale myślałam, że tak, bo rower był przycięty na wysokości napędu). Pozbierałam moje rzeczy, które gdzieś tam wypadły na peronie i poszłam lekko wściekła na siebie...Aczkolwiek wina leży po obu stronach - mogłam się zebrać wcześniej, ale z drugiej strony nawet to nie gwarantuje, że ktoś zdąży wysiąść na takiej stacji (może się coś zaczepić gdzieś, cokolwiek). Myślę, że powinno być to sprawdzone (czy nie wystaje jakiś rower...) zanim pociąg ruszy. Na szczęście skończyło się tylko siniakiem na mojej nodze Ale...przejchałam tyle, a tuż przed domem trip mógł skończyć się nie fajnie dla mnie. Nawet bardzo nie fajnie...Właśnie...Przejechałam tyle, a nie przejechałabym z kolejnej stacji...? Już nigdy tak nie zrobię!

The end of the trip was a bit dangerous. I did notmanage to leave the train on time..No - I did, but my bike no...Train started to drive...Obe boy tried to open the doors I could take my bike...But he couldn't...So train was driving, I was walkin handlin' my bike which was in train (half of it..). Fortunatly conductor saw this and he stopped the train...Half of this was my fault, but I thnk that they should check if everything is ok (bike with luggage is not small suitcase).



Podsumowując: było świetnie! Mimo tych różnych niedogodności, które się pojawiły (spanie na ławce, marznięcie, tak, że drżałam z zimna, jechanie przez ciemne lasy, moknięcie, etc etc etc).

"Ach me Bałtyckie Morze wdzięczna Ci jestem bardzo (...), szkołę miś dało twardą...". Ale...ja już przywykłam...Ja tak strasznie kocham moje wyprawy! Mimo wszystko!

Hej, me Bałtyckie Morze

I to jest koniec...
Morskich Opowieści

Trip was great! Diffiulties...- no matter if the end is good. I am get used to it. I love my bike trips! Anyway...

DYSTANS: ok 180 KM, jakoś tak (bo tam były pewne nieścisłości z zamokłym od fal  licznkiem...). 

Komentarze

  1. Uwielbiam te Twoje wyprawy...
    Ja niestety takich nie robię.
    Mam taki stały punkt programu.
    Do babci jeżdżę jak jest ciepło. To wychodzi 180km
    Tylko, że w tym roku już z babcią obiadu nie zjem.
    Ale pojadę i tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Całkiem niezły dystans. Myślę, że mimo wszystko właśnie powinieneś jechać, bo choć obiadu z babcią już nie zjesz, to jadąc zapewne będziesz wspominał każdy poprzedni wspólny obiad.

      Usuń
    2. Tak zrobię. To już tradycja :)
      Tym razem na szosie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty