26 kwietnia 2016 Kilka dni wolnego - spakowałam sakwy i ruszyłam gdzieś na rowerze. Na północ, a co dalej - nie wiem, choć jakiś zarys był. Jednak już w momencie późnego wyjazdu domu - ok. 17 - wiedziałam, że nie ogarnę tego, co nieśmiało mi chodziło po głowie. Jeśli chodzi o ten późny wyjazd to nie mam na myśli późnej pory dnia (bo ja w nocy jeżdżę), lecz o to, że ruszyłam długo po tym, jak wstałam (tracąc kilka godzin energii). Poza tym wolę to zrobić, gdy noce będą cieplutkie. Jest duża różnica między jechaniem kilku stów w temperaturze powyżej 10 stopni, a takiej blisko lub poniżej zera (zwłaszcza, gdy doda się do tego deszcz..). Przy zjazdach jest zimno, przy podjazdach natomiast gorąco. Gdy zatrzymuje się, żeby coś zjeść to ja się trzęsę z zimna, ale wiem, że jak ruszę będzie dobrze, więc nie wkładam nic. Zresztą kwestia wkładania ciuszków - trzeba zdjąć kurtkę, a w momencie, gdy człowiek drży z zimna nie jest to fajna perspektywa...Tak, że wiedziałam, że będzie raczej co...
Twoje akcje ze znakami są jedyne w swoim rodzaju!:)
OdpowiedzUsuńWyobrażam sobie jak gramolisz się na ten znak by zdążyć przed samowyzwalaczem zapewne widok nieprzeciętny:).
Miejscowość piękna na pewno będę pamiętać o niej jak będę przejeżdżał prywatnie lub służbowo w okolicy.
no...muszę szybko biec...szybko się wspiąć i czasami tak kilka razy...(a'propos Kielc - moja najlepsza "fota ze znakiem" powstała przy znaku: województwo świętokrzyskie..wygląda to jak pole dance z rowerem...).
Usuń